Braterstwo w czasach pandemii

„Człowiek jest istotą społeczną. Ten zaś, kto nie żyje w społeczeństwie, jest bestią albo Bogiem.” - Arystoteles.

Ponad 2 tysiące lat temu grecki filozof Arystoteles twierdził, że człowiek jest istotą społeczną, bowiem żyjąc w danej społeczności, potrzebuje kontaktu z innymi ludźmi. Realizuje on swoje potrzeby w społeczeństwie, a dzięki innym ludziom poszerza swoją wiedzę o świecie. Nie dziwi zatem fakt, że naczelnym nakazem braci w fartuszkach jest imperatyw braterstwa, który, zgodnie ze znaną dewizą WOLNOŚĆ, RÓWNOŚĆ, BRATERSTWO, stanowi podstawę działania całego Zakonu. Niestety, pandemia oraz związane z nią obostrzenia w znaczny sposób ograniczają bądź też przenoszą na inny poziom możliwość zacieśniania łączących nas więzów. Zastanówmy się zatem, jak wygląda wspomniane już braterstwo w czasach pandemii.

Pandemia choroby COVID-19 wywoływanej przez wirusa SARS-CoV-2 rozpoczęła się 17 listopada 2019 r. w mieście Wuhan, w środkowych Chinach. W drugiej połowie lutego 2020 r. ogniska zakażeń z setkami chorych wybuchły w Korei Południowej, Włoszech oraz w Iranie, a od 4 marca 2020 r. zakażenia wirusem SARS-CoV-2 notowane są w Polsce. W związku z tym wiele krajów podjęło działania w celu przeciwdziałania rozprzestrzenianiu się ww. wirusa. Ograniczono ludziom możliwość podróżowania, wprowadzono kwarantanny oraz zdalne nauczanie, odroczono lub odwołano szereg wydarzeń sportowych, religijnych i kulturalnych. Wszystkie te działania spowodowały zakłócenia społeczne i gospodarcze na nieznaną od czasów wielkiego kryzysu skalę.

O tym, jak bardzo różne epidemie mogą wpływać na poszczególne jednostki i całe społeczeństwa można przekonać się czytając „Dżumę” Alberta Camusa, której bohaterowie zostają nagle postawieni wobec nowych wyzwań. Ich dotychczasowy sposób myślenia zostaje brutalnie przewartościowany. Normalny porządek zostaje też zburzony podczas epidemii dżumy w Londynie 1665 roku, który został opisany w „Dzienniku roku zarazy” Daniela Defoe.

Podobnie sprawa wygląda w przypadku Wolnomularzy, których życie, ze względu na pandemię, musiało także ulec zmianom. Wiele lóż masońskich, ze względu na bezpieczeństwo swoich członków oraz nałożone obostrzenia, musiało przenieść swoje prace do wirtualnej przestrzeni. W rezultacie Internet stał się w stosunkowo krótkim czasie swoistą platformą pracy intelektualnej współczesnych Wolnomularzy, wymuszając czasami pogłębienie swojej wiedzy technicznej w zakresie nowych, internetowych technologii.

W tym kontekście warto zastanowić nad fenomenem wspomnianego już Internetu, który stał się w ostatnim czasie swoistym panaceum na nałożone obostrzenia. Jednak tu rodzi się pytanie: czy ta wirtualizacja życia społecznego jest dla nas całkowicie bezpieczna? Wątpię. Internet nie tylko nie rozwiązuje wszystkich problemów, ale nawet niektóre pogłębia, co potwierdza Tomasz Szlendak – prof. UMK w Toruniu. Ludzie, jako istoty społeczne, potrzebują fizycznego kontaktu, którego na pewno nie zastąpią media społecznościowe, które najczęściej służą autokreacji. Mało tego. Stosowany przez różne rządy lockdown zdaje się też negatywnie wpływać na rodziny, których członkowie zostali zmuszeni do ciągłego przebywania w swoim towarzystwie na bardzo ograniczonej powierzchni. Powstałe w ten sposób konflikty mogą przekładać się na zwiększoną liczbę rozwodów, którą w jakimś stopniu ograniczają względy finansowe.

Nie zapominajmy też, że Internet oznacza zarówno totalną komunikację, jak i totalną kontrolę. Coraz więcej polityków zaczyna mówić o cywilizowaniu Internetu, co powinno budzić w nas uzasadnione podejrzenia. Już Erich Fromm pisał w „Ucieczce od wolności”, że ludzie w swojej masie wolą bezpieczeństwo od wolności. Jednak bardzo często są oni pozbawiani wolności nie otrzymując nic w zamian, no może poza górnolotnymi frazesami o bezpieczeństwie. Coraz silniejsza pokusa inwigilowania społeczeństwa ma podłoże finansowe. Działa tu tzw. przynęta niskich cen. Jeszcze kilka lat temu na zakup anteny do satelity szpiegowskiego mogły pozwolić sobie tylko zamożne państwa. W świecie, w którym wszystkie połączenia są cyfrowe, koszty spadają, pokusa kontroli rośnie, a biznes z tym związany staje się coraz bardziej dochodowy. Dobrym przykładem może być tzw. Patriot Act – ustawa antyterrorystyczna przyjęta przez Kongres USA po zamachach z 11 września 2001 roku. Pozwala ona m.in. na bezterminowe przetrzymywanie w areszcie osób niemających obywatelstwa Stanów Zjednoczonych. Wszystko to w imię rzekomego bezpieczeństwa.

Wydaje się, że obecna na świecie pandemia COVID-19 może przyczynić się do gwałtownego rozwoju telemedycyny, która już teraz umożliwia m.in. zdalne monitorowanie parametrów zdrowotnych lub kontynuację niektórych zabiegów rehabilitacyjnych przez pacjenta w domu pod zdalnym nadzorem fizjoterapeuty. Nie należy jednak mylić telemedycyny z istniejącymi od kilku miesięcy teleporadami lekarzy POZ, które właściwie zastąpiły dotychczasowe, tradycyjne badanie lekarskie – ze szkodą dla pacjentów.

Od setek lat powszechnie znane jest zjawisko zamykania się ludzi w tzw. bańkach informacyjnych. Kiedyś królowie i książęta otaczali się pochlebcami. Dzisiaj, za sprawą gwałtownego rozwoju technologii informatycznych, ludzie otaczają się treściami i podobnie myślącymi osobami sugerowanymi im przez odpowiednie algorytmy. Co prawda wyjście z takiej bańki informacyjnej jest proste i wymaga jedynie kilku kliknięć, jednak wielu internautów nie robi tego, bo tak jest wygodniej. Mało tego. Na naszych oczach spełnia się odwieczne marzenie pozytywistów – brak barier w dostępie do wiedzy. I choć coraz więcej osób ma dostęp do komputera i szybkiego łącza internetowego, marzenie to rozbija się o brutalną rzeczywistość ludzkiej natury. Według statystyk ludzie najczęściej szukają w Internecie kotów i pornografii.

Nie zapominajmy też, że tożsamość młodych ludzi kształtowana jest przede wszystkim przez kontakty społeczne – najpierw z najbliższą rodziną, a z czasem z pozostałymi członkami rodziny, kolegami, koleżankami i przyjaciółmi. Jednak to Internet, za sprawą gwałtownego rozwoju technologii informatycznych oraz co rusz nakładanych obostrzeń, przejmuje tę rolę. Dzięki Internetowi, nie ważne jak jesteś dziwny, zawsze znajdziesz podobnych do siebie ludzi i będziesz mógł tworzyć z nimi jakąś wspólnotę.

A może to my, Wolnomularze, jesteśmy współczesnymi dziwakami, którzy pragną spotykać się, nawet wirtualnie, doskonalić siebie oraz działać na rzecz szeroko rozumianego społeczeństwa w trudnych czasach pandemii? Niech na to pytanie każdy odpowie sobie sam.