Wolnomularstwo w Bydgoszczy

Bydgoszcz to miasto, które przez wiele lat, szczególnie tych związanych z historią ruchu wolnomularskiego, było w sferze wpływów, nazwijmy to ogólnie, niemieckich – jednak w całej dotychczasowej historii to „tylko” okres 1772-1920 z krótką przerwą na Księstwo Warszawskie. Potem również nastąpiła przerwa w latach 1939-1945, historia nie szczędziła nam dramatycznych zwrotów akcji.

Nic więc dziwnego, że w ruch wolnomularski w Bydgoszczy powstał w związku z napływem cywilnych i wojskowych obywateli niemieckich, a trzydziestoletnia tradycja niemieckich lóż masońskich zaowocowała próbą utworzenia w Bydgoszczy w 1784 roku loży o nazwie „Wilk powstający” („Aufstehender Wolf”) – co jednakże, z nieznanych powodów, nie skończyło się powodzeniem.

Niemal natychmiast, w tym samym 1784 roku, powstała pod auspicjami loży berlińskiej „Royal York zur Freundschaft”, tym razem z powodzeniem, loża bydgoska pod nazwą „Wierność pod Trzema Gołębiami” („Fidelite aux Trois Columbes”) chociaż początkowo miała nosić nazwę „Pod Trzema Różami”. Po latach, w 1791 roku loża zyskała siedzibę w nieistniejącej dzisiaj lokacji Pod Blankami 15. W miejscu, gdzie znajdował się ogród loży, stoi obecnie pomnik Kazimierza Wielkiego.

lodge

Położenie loży „Janus” (wcześniej „Wierność Pod Trzema Gołębiami”)

lodge

Pieczęcie loży „Wierność pod Trzema Gołębiami”, „Janus”, „Pod Krzyżem Rycerskim”, „Janus im Orient”

lodge

Pieczęcie lóż „Janus im Orient zu Bromberg” i "Zur Säule auf Tabor"

W roku 1800 z powodów proceduralnych (głównie w kwestii uprawnień nadawania stopni wyższych) loża bydgoska przeszła do berlińskiej obediencji Wielkiej Narodowej Loży Matki - „Pod Trzema Globami” oraz zmieniła nazwę na „Loża Janus na Wschodzie Bydgoszczy” („Loge Janus im Orient zu Bromberg”). W latach 1812-1814 loża ta w strukturach polskich na bazie Księstwa Warszawskiego zyskała charakter międzynarodowy pod nową nazwą „Pod Krzyżem Rycerskim” („Zum Ritterkreuz”) - od 1815 roku powróciła i nazwa, i przynależność berlińska. W 1816 r. w jej ramach wyłoniono kapitułę szkocką "Zur Säule auf Tabor" skupiającą wolnomularzy wyższych stopni. Działalność loży została zakończona 26 października 1938.

lodge

Loża Janus od strony rynku

lodge

Loża Janus od strony ogrodu

Dekretem prezydenta Mościckiego z 20 listopada 1938 roku wszystkie organizacje masońskie i para-masońskie zostały, na wzór działań wobec wolnomularstwa w hiltlerowskiej III Rzeszy, zdelegalizowane. Zbliżone do masońskich, lub nie zrzeszone w berlińskich obediencjach organizacje działające w Bydgoszczy również w 1938 roku zakończyły swoją działalność.

Wieczorem 26 listopada 1938 roku stracili swoją siedzibę członkowie Loży Independent Order of Odd Fellows „Emanuel Schweizer Gedächnits Loge” (powstała zgodnie z zaleceniem I.O.O.F. USA w 1895 roku, zarejestrowana w Polsce w 1926) przy ul. Libelta 8, budynek z charakterystycznym zielonym daszkiem nad wejściem został przejęty przez państwo, rozwiązała się także loża „Schlaraffia Brahomontana”, o której nie udało się zdobyć więcej informacji podobnie jak o loży powstałej w 1934 roku pod nazwą „Humanitas”. Wszystkie te organizacje zostały rozwiązane.

Pierwsza loża powstała w 1784 roku, utworzyli ją Niemcy, protestanci, a przez pewien czas jej mistrzem był pastor. Można powiedzieć, że członkowie lóż to (chyba zawsze tak być powinno) stanowili elitę: fabrykanci i przedsiębiorcy, ludzie wolnych zawodów, wysokiego szczebla urzędnicy administracji państwowej i samorządowej, oficerowie, ale też i urzędnicy także niższego szczebla, prezydenci Bydgoszczy (m.in. Nadburmistrz Alfred Knobloch).

Wolnomularze zawsze byli swego rodzaju elitą (nie wyłącznie jednak w obszarze dóbr materialnych! ) , natomiast warsztaty wolnomularskie pełniły rolę eksterytorialnych społecznie i politycznie miejsc, gdzie spotkać się, poznać, wymieniać poglądy mogli ludzie z często bardzo odległych światów… Ludzie dobrych obyczajów i wysokich standardów moralnych, którzy z powodów różnic klasowych, narodowościowych, religijnych, czy innych nie spotkaliby się w innych okolicznościach.
Chociaż loża „Wierność pod Trzema Gołębiami” miała zdecydowanie niemieckie oblicze, relacje z polską lożą „Świątynia Izis” w Warszawie były przyjazne, w uroczystościach związanych z instalacją brali udział zaproszeni wolnomularze z Warszawy. W okresie Księstwa Warszawskiego sytuacja ta uległa zmianie, po ogłoszeniu 15 marca 1811 przez Wielki Wschód Warszawski uchwały o zobowiązaniu lóż na terenie Księstwa Warszawskiego do podporządkowania się polskiej magistraturze wolnomularskiej. 17 stycznia 1812 roku budynki i akta lożowe zostały zamknięte i opieczętowane z polecenia prefekta policji, Antoniego Gliszczyńskiego. Po takiej „zachęcie” loża „Janus” w porozumieniu z dotychczasowymi władzami niemieckimi zgłosiła akces do Wielkiego Wschodu w Warszawie – pod nową nazwą „Pod Krzyżem Rycerskim” („Zum Ritterkreuz”) zainstalowana została uroczyście 17 lutego 1812 roku.

Postępowanie lóż w takich przypadkach wiele mówi o stosunku wolnomularzy do prawa, państwowości i porządku – pomimo że nie są to łatwe decyzje – wolnomularze szanują prawo, czasem z bólem serc, jak musiało to być w trudnych okresach delegalizacji czy zmian podległości.

Po wprowadzeniu obowiązkowego języka polskiego w obradach i kontaktach z innymi lożami prace odbywały się naprzemiennie w języku polskim i niemieckim. Loża zyskała międzynarodowy charakter, chociaż prawie połowa członków opuściła lożę „Janus” nie integrując się z nową lożą „Pod Krzyżem Rycerskim” w polskich strukturach, to zaczęli do niej przyłączać się Polacy i Francuzi. Po zajęciu miasta przez wojska koalicji antynapoleońskiej do loży przystąpiło kilku oficerów rosyjskich. Istnieją co prawda doniesienia o tworzeniu przez lekarzy i pracowników administracji licznych jednostek armii francuskiej stacjonujących w Bydgoszczy w marcu 1807 roku warsztatu wolnomularskiego „de la Grande Armee”, jednakże brak na ten temat bliższych informacji. W roku 1813, w związku z wybuchem epidemii, podjęto uchwałę o zawieszeniu działalności loży. Rok 1815 przywrócił niemieckie, a właściwie pruskie korzenie i powiązania loży, jej nazwę oraz… konieczność zapłacenia zaległych za lata 1812-1814 składek. Porządek musi być!

I jeszcze raz oblicze loży bydgoskiej stało się bardziej niemieckie, po latach, przy zakazie wydanym przez lożę-matkę z Berlina z 1822 roku podejmowania jakichkolwiek działań i kontaktów z masonami z Królestwa Polskiego, element polski w loży ulegał naturalnej degradacji, napływowy zaś element zarówno germanizacyjny jak i mieszczańsko-urzędniczy zmieniał stopniowo strukturę wolnomularstwa na ośrodek życia towarzyskiego wartstw średnich przy prawicowej ewolucji zgodnej z tendencją całego ówczesnego wolnomularstwa niemieckiego.

Członkami bydgoskiej loży byli emerytowani oficerowie, pracownicy szkolnictwa, zamożni kupcy, rzemieślnicy, jednak pomimo tendencji do wykorzystywania wolnomularstwa do realizacji nacjonalistycznych nastrojów, pomimo wykorzystywania poszanowania przez wolnomularzy prawa i państwowości, zgodnie z ideami humanistycznymi i ponadnarodowymi loża bydgoska potrafiła potępiać wystąpienia antysemickie, skupiać się na działalności charytatywnej. Z pewnością miała charakter narodowy, jednak nie szowinistyczny.

W świadomości mieszkańców silne było przekonanie o niesamowitych umiejętnościach wolnomularzy - o masonie Franzu Lehmannie, właścicielu firmy cukierniczej "Lukullus" z ul. Poznańskiej, mówiono, iż potrafił znienacka ukazywać się w różnych miejscach, także pod postacią czarnego psa o roziskrzonych oczach. August Appelt, właściciel firmy "Materiały budowlane i opałowe" według Jerzego Sulimy-Kamińskiego potrafił pokazać się w trzech miejscach równocześnie. Mógł nawet płynąć z nurtem rzeki nie zamoczywszy fraka i zaciągać się przy tym cygarem.

Chociaż może się to wydawać mało spektakularne, niewiele znaczące w porównaniu do dzisiejszych rozmiarów akcji charytatywnych, działania wolnomularzy pomimo znacznych kosztów działalności (składki, pogłowne… i utrzymanie loży!) w tej sferze nie zamykały się na pomocy rodzinom masonów w potrzebie, wdowom i dzieciom tych, którzy odeszli. W czasie szalejącej epidemii znaczne sumy przekazywane były na pomoc ludności dotkniętej epidemią i żołnierzy francuskich, którzy znaleźli się w szpitalach polowych. Pomimo rosnących kosztów utrzymania i zmniejszającej się liczebności filantropijne działania kontynuowano, chociaż ograniczały się one do pomocy dla wdów, sierot. Skomplikowana sytuacja wolnomularstwa zmuszała niejako do koncentrowania się na charytatywnej działalności prowadzonej poprzez fundacje i stypendia dla wcześniej wymienionych oraz biednej młodzieży zwanej „Luftonami”. Rodzinom zmarłych wolnomularzy bydgoskich pomoc nosił odrębny fundusz utworzony w 1853 roku.

Bydgoszcz długo pozostawała bez oficjalnej obecności wolnomularzy w postaci loży, o której można powiedzieć, że jest stricte bydgoską - „na Wschodzie Bydgoszczy” w nazwie loży pojawiło się w 2009 roku, czyli po ponad siedemdziesięciu latach przerwy wraz z nową lożą wolnomularską nurtu liberalnego „Galileusz” pracującą w ramach Rytu Szkockiego Dawnego i Uznanego.

Jak informuje oficjalna strona loży: „Miejscem pracy nowego warsztatu jest Bydgoszcz, choć loża z przyczyn praktycznych czasowo pracuje w Toruniu oraz Grudziądzu, a posiedzenia odbywają się w weekendy”. Znakiem czasów bowiem wydaje się być częste prowadzenie prac poza nominalną siedzibą lóż masońskich – prace czy to poznańskiej loży „Karol Marcinkowski” czy gdańskiej loży „Gwiazda Morza” również miały miejsce w Bydgoszczy (obie loże również nurtu liberalnego). W związku ze stylem życia, a często i sposobem pracy poza miejscem zamieszkania lub wręcz w licznych lokacjach nie tylko w kraju, masoni współcześnie często nie są związani wyłącznie z lokalną lożą, a prace warsztatów wolnomularskich odbywają się w różnych miejscach, a nawet krajach.

W tym miejscu, na zakończenie krótkiej prezentacji migawek historii masonerii bydgoskiej, trochę odchodząc od „lokalnego” kolorytu warto wspomnieć, iż „nie od razu masoni swe siedziby zbudowali”. Nie mamy pozostałości nawet budynku największej loży w Bydgoszczy. W powojennej Polsce spotkania wolnomularzy w kameralnych, skromnych mieszkaniach elity niekoniecznie „biznesowej”, przy wyciętej z papieru wegielnicy i cyrklu nie przypominały amerykańskich czy angielskich wielkich budowli i setek braci w fartuszkach, czy jednak idee wolnomularskie przez to są mniej ogólnoludzkie, czy praca na rzecz ludzkości musi być mierzona w konkretnych kwotach? A może naważniejszym elementem każdego ruchu, także i wolnomularstwa są ludzie, ich kontakty, wsparcie i wymiana poglądów?

Bez względu na to, czy trudności wolnomularzy w tworzeniu tak fizycznego przejawu ich działań jakim jest loża jako miejsce spotkań, jak i społecznego jakim jest grupa ludzi wolnych i dobrych obyczajów, będą spowodowane prześladowaniami na tle religijnym czy ideologicznym, czy borykać się będą z problemami czysto finansowymi – bracia i siostry w fartuszkach pracowali i będą pracować dla dobra ludzkości. Czy rzeczona „ludzkość” dostrzeże potrzebę oraz doceni rezultaty tejże pracy to zupełnie inny temat.