Szatan w loży masońskiej (fragment)

„Bądź pozdrowiony Szatanie, duchu rebelii
o siło mściwa, siło rozumu!
Niech płyną ku tobie kadzidła i dary,
boś ty pokonał Jehowę kapłanów”.

Giuseppe Carducci - fragment Hymnu do Szatana
 

satan-lodge Tak oto kończy się składający się z blisko pięćdziesięciu zwrotek „Hymn do Szatana” autorstwa Giuseppe Carducciego – włoskiego poety, masona i laureata Nagrody Nobla. Po dziś dzień utwór ten, sławiący zwycięstwo rozumu nad chrześcijańską teologią, wywołuje zgorszenie u jednych i entuzjazm u drugich. Z czasem stał się doskonałą pożywką dla wrogów Sztuki Królewskiej, którzy widzieli w nim dowód na konszachty członków Zakonu z Władcą Piekieł. Zastanówmy się zatem, czy wolnomularze mniej lub bardziej świadomie oddają cześć Szatanowi, a jeśli nie, to skąd wzięły się tego typu opinie? Nim jednak odpowiemy sobie na te pytania, spróbujmy w pierwszej kolejności ustalić kim lub czym jest owy Szatan.

Gdybyśmy mieli wskazać miejsce urodzenia Księcia Ciemności, zapewne byłaby to najstarsza część Biblii zwana Starym Testamentem, w której Szatan dalece odbiega od naszych wyobrażeń. Słowo „szatan” pochodzi z języka hebrajskiego i oznacza oskarżyciel. Wydaje się, że początkowo był on jednym z aniołów na boskim dworze wyznaczonym do wykonywania, jak byśmy to określili – brudnej roboty. Dostrzegamy to m. in. w księdze Hioba, w której Szatan zarzuca wspomnianemu już Hiobowi, iż ten jest pobożny jedynie dlatego, że dobrze mu się wiedzie. Bóg zgadza się poddać go próbom i zsyła na niego różne cierpienia. Szatan nie jest też demonem zamieszkującym piekło. Według pierwszych Izraelitów człowiek, dobry lub zły, po swojej śmierci trafiał do ponurego miejsca zwanego szeolem, który można rozumieć jako swego rodzaju grób lub cmentarz. I tu rodzi się pytanie: jeżeli tradycyjnie pojmowany Szatan nie pochodzi ze Starego Testamentu, to skąd się wziął? Już od niepamiętnych czasów ludzie wierzyli w demony przypominające nasze wyobrażenie Diabła. Jakieś 3500 lat temu w Persji, na terenach należących współcześnie do Syrii, Iraku i Iranu, istniało wielu bogów. Dopiero prorok Zaratustra zredukował ich liczbę do dwóch: dobrego boga Ahuramazdy i złego – Arymana. Koncepcja ta stała się z czasem podstawą wszelkiego rodzaju doktryn dualistycznych, które przeciwstawiały sobie dobro i zło. W późniejszym okresie zaczęto łączyć Szatana z demonami, które zgodnie z apokryficzną Pierwszą Księgą Henocha powstawały w wyniku obcowania aniołów z ludzkimi kobietami. Również podboje Aleksandra Macedońskiego wpłynęły na dzisiejszy obraz Księcia Ciemności. To właśnie dzięki nim do Izraelitów dotarła kultura Grecka z całym panteonem bogów, wśród których znajdował się Hades. Był to bóg zmarłych dzierżący w ręku dwuzębne widły i rządzący mrocznymi podziemiami. Starożytni Grecy wierzyli nawet, że człowiek po śmierci staje przed Hadesem, który decyduje o jego dalszym losie. Wydaje się, że dopiero za sprawą religii żydowskiej koncepcja Szatana rozwinęła się w chrześcijaństwie, który widział w nim upadłego anioła kuszącego człowieka i dybiącego na jego bogobojną duszę.

Jedna z teorii wyjaśniających powstanie Wolnomularstwa nawiązuje do założonego w 1118 roku Zakonu Ubogich Rycerzy Chrystusa i Świątyni Salomona, zwanego też Zakonem Templariuszy. Była to organizacja w dużej mierze niezależna od papiestwa, której członkowie przysięgali bronić pielgrzymów podróżujących do Ziemi Świętej. Z czasem jednak Templariusze zaczęli interesować się finansami, tworząc swoisty system bankowy. Rosnący w siłę Zakon coraz bardziej irytował możnowładców, a szczególnie tych, którzy zapożyczyli się w nim na ogromne kwoty. Jednym z nich był Filip IV – król Francji. W piątek 13 października 1307 roku, nie chcąc spłacić zaciągniętych kredytów, uwięził członków Zakonu, zarzucając im herezje, czczenie Baphometa, świętokradztwo, czary, sodomię i spiskowanie z Saracenami. Po długim procesie i torturach Wielki Mistrz Jakuba de Molay oraz ponad 50-ciu zakonników zostało spalonych żywcem, a odnaleziony majątek Zakonu – skonfiskowany. Istniejące po dziś dzień Wolnomularstwo spekulatywne często jest pojmowane jako spadkobierca spuścizny Templariuszy. I tak, jak dawnym rycerzom przypisywano czczenie Baphometa i czary, tak i współcześnie to samo przypisuje się braciom w fartuszkach.

Przeglądając strony internetowe poświęcone Masonerii, można zauważyć, że czarna legenda Wolnomularstwa jest nadal żywa. Twórcą największej kampanii antymasońskiej był żyjący w latach 1854-1907 Leo Taxil, któremu w młodości udało się zaledwie przejść rytuał inicjacji. Niestety, fakt ten nie przeszkadzał mu w demaskowaniu tajemnic wolnomularskich zawartych w wyższych stopniach wtajemniczenia. Opisywał on czarne msze, profanacje hostii, ceremonie z udziałem Szatana, któremu składane są ofiary z ludzi oraz przygotowywania samych masonów na przyjście Antychrysta. […] Rewelacjami tymi żyła cała ówczesna Francja. Nikt jednak jeszcze nie wiedział, że ma do czynienia z mistyfikacją. 19 kwietnia 1897 roku Leo Taxil podczas konferencji prasowej wygłosił jedynie krótkie oświadczenie, w którym ograniczył się do stwierdzenia, że wszystko, co przez te kilka lat głosił, było jedynie żartem. Mimo to Leo Taxil do tej pory jest cytowany przez licznych przeciwników Sztuki Królewskiej, a czarna legenda zdaje się pobrzmiewać w wielu pracach poświęconych fenomenowi Wolnomularstwa.

Jednym z takich samozwańczych „znawców masonerii” jest bez wątpienia Stanisław Krajski –historyk filozofii, publicysta, prozaik, pracownik Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie blisko związany ze środowiskiem Radia Maryja, który, podobnie jak wspomniany już Taxil, widzi w wolnomularzach wyznawców Szatana. W jednej ze swoich licznych publikacji pisał: „Należy stwierdzić, że nie jest takie ważne czy przyznają się oni [masoni] do Szatana czy nie. Bezspornym faktem, który łatwo można poznać konfrontując ich intelektualny dorobek z doktryną chrześcijańską jest to, że są, niezależnie od tego czy to głoszą czy nie, czy to uznają czy nie, czy maja tego świadomość czy nie, pomocnikami Szatana na ziemi, że realizują [...] konsekwentnie jego doktrynę, jego plan, jego wartości”.

[…]

Zauważmy, że wolnomularze zostali utożsamieni z wyznawcami Szatana ze względu na fakt, iż do Zakonu należały osoby, które cynicznie odnosiły się do chrześcijaństwa. Doskonałym tego przykładem jest wspomniany we wstępie Giuseppe Carducci – autor „Hymnu do Szatana”. Wiersz ten, wbrew obiegowej opinii, nie ma satanistycznego charakteru, lecz antyklerykalny. Pamiętajmy, że powstał on w okresie walk o zjednoczenie Włoch, które z kolei odbyło się kosztem Państwa Kościelnego. Również dokładna analiza treści tego hymnu pozwala nam na stwierdzenie, że krytyce poddany jest nie Bóg jako taki, lecz jego wyobrażenie zaszczepiane przez kapłanów w umysłach wiernych. Jest on bogiem, który sprzeciwia się postępowi nauki i techniki, który z kolei symbolizuje Szatan.

Od samego początku powstania Wolnomularstwo było postrzegane przez Kościół Katolicki jako zagrożenie oraz konkurencja w walce o „rząd dusz”. Pierwszym dokumentem papieskim skierowanym przeciw Sztuce Królewskiej była encyklika „In eminenti Apostolatus speculo” z dnia 28 kwietnia 1738 roku, w której ówczesny papież – Klemens XII, zabronił katolikom wstępowania i przynależności do Masonerii pod karą ekskomuniki. Argumentami przemawiającymi za takim stanowiskiem była tajność spotkań wolnomularzy i składane przez nich przysięgi oraz to, że loże były miejscem, w którym mogli spotykać się ludzie o różnej religii i różnym światopoglądzie, czego kościelni hierarchowie nie chcieli zaakceptować. Oczywiście kolejni papieże wydawali kolejne dokumenty potępiające Wolnomularstwo, jednak nigdzie nie znajdziemy wypowiedzi, które chociażby w najmniejszym stopniu potwierdzały kult Szatana w lożach. Mało tego. Masoneria regularna wymaga wręcz wiary w Wielkiego Architekta Wszechświata, którym może być Jahwe, Allah, Budda, Wisznu, Kriszna lub inni.

[…]

Reasumując, od samego początku Wolnomularstwo spekulatywne z jednej strony przyciąga wybitne osobistości, a z drugiej – wielu napawa niechęcią. Jest to organizacja, której członkowie pragną wspólnie wznosić Świątynię Ludzkości poprzez samodoskonalenie i pracę na rzecz szeroko rozumianego społeczeństwa. Wydaje się, że w XXI wieku nie powinno być ludzi, którzy zarzucają Masonerii satanistyczne praktyki i zakulisowe sterowanie państwami. Wszak wolnomularzami było wielu patriotów i społeczników, np. George Washington, Voltaire, Jan Henryk Dąbrowski, Janusz Korczak i wielu innych, którym w żaden sposób nie można zarzucić działania na szkodę społeczeństwa. Niestety, czarna legenda Wolnomularstwa nadal istnieje i ma się całkiem dobrze za sprawą pisarzy i publicystów, którzy opisy rytuałów masońskich czerpią z mało wiarygodnych źródeł, stając się w oczach łatwowiernych osób znawcami Sztuki Królewskiej. W takich przypadkach warto pamiętać słowa Lwa Tołstoja – wybitnego rosyjskiego pisarza, który swego czasu powiedział: „Wiara w autorytety powoduje, że błędy autorytetów przyjmowane są za wzorce”. Dotyczy to również błędów w ocenie Wolnomularstwa.